29 mar 2014

Pyrkon 2014

Pyrkon Pyrkon i po Pyrkonie.

Miło znowu było zobaczyć forumowe twarze i poznać kilka nowych, pozdrowienia dla wszystkich nowo i staro poznanych.

Piątek to tradycyjnie podróż pkp i poruszanie tematów głównie niepoprawnie politycznych ;)
Po dotarciu i zakwaterowaniu dołączyłem (albo raczej wysadziłem z gry) Ryokena i rozegrałem 'szybką' partię Battleforc'a - odmiany Battletecha w której nie dowodzi się pojedynczymi jednostkami ale całymi lancami/gwiazdami (więcej info i polskie tłumaczenie zasad znajdzie tutaj)

Jako typowy Clanner miałem przyjemność poprowadzić do boju Klan Smoke Jaguar, w pierwszej połowie gry moim celem było zdobycie dwóch bunkrów przeciwnika


Moje początkowe trzy gwiazdy zostały zrzucone na południe od bazy przeciwnika.


Najszybciej jak to było możliwe ruszyli na przód. Lekka lanca dostała Dodatkowe wzmocnienie w postaci rozkazu który automatycznie niszczy jedną jednostkę z oddziału do którego strzelam. Miało to być piękne rozwiązanie kwestii bunkrowej niestety Robsal telepatycznie przewidział mój rozkaz i wydał swój dzięki któremu nie można było zaatakować bunkra jeśli nie stało się na tym samym polu co on!


Gwiazda szturmowa i średnia zajęły pozycję na obrzeżach bazy podczas gdy lekka gwiazda zaatakowała rozlokowaną na dalekiej północy baterię Long Tomów.


Po drugiej rundzie obszar operacji powiększył się dwukrotnie, z południa nadciągnęły nowe kuritańskie jednostki. Na pomoc klanom przybyły trzy skrzydła myśliwców, dwie gwiazdy Mechów i elementali. Doszły również dwa dodatkowe cele dla Kuritan: zająć i utrzymać dwa wzgórza w zachodniej części mapy.

Klanowy zrzut na bazę nieprzyjaciela

Intensywne walki na północy, nowe Kuritańskie jednostki nadciągają z południa
Dzięki dobrze wydanym rozkazom udało mi się zniszczyć oba bunkry i na ich pola wprowadzić swoje elementale. Po prawie 6 godzinach rozgrywki postanowiliśmy zakończyć rozgrywkę. Było bardzo miło ale zdecydowanie za dużo i za długo jak na mój gust. Może gdybyśmy mieli po 2 graczy na stronę gra szła by nam lżej.



Dzień drugi rozpoczął się od Paliwa do reaktoru i turnieju Full Thrust w którym odkryłem powód moich słabych rzutów kośćmi!

Pierwszy mecz i ponownie trafiłem na Jancora, zeszło rocznego mistrza. W ostatnim razem przegrałem sromotnie niszcząc tylko jeden malutki kuter rakietowy samemu tracąc wszystkie jednostki. W tym roku udało mi się uniknąć jego zabójczej salwy rakiet (niech żyje wektor!) i zniszczyć mu trzy okręty (czwarty wyleciał poza plansze) samemu tracąc tylko jeden (największy). Wygrana była dla mnie kompletnym zaskoczeniem - dla mojego przeciwnika chyba jeszcze większym :P.

Drugi mecz z Admirałem. Każdy z nas otrzymał okręty wyższej klasy, nie to co te papierowe stateczki z rundy pierwszej. Bez zabawy w zbędne strategie wypuściłem swoje statki do przodu - no dobra miałem minimalną strategię, na przedzie wypuściłem najlżejszy statek który miał zwabić na siebie ogień okrętów wroga. Admirał łyknął haczyk i pod koniec trzeciej rundy wymieniliśmy się lekkimi okrętami. 


Wtedy zdarzył się pierwszy cud. Jednym strzałem odparowałem połowę z największego okrętu admirała (17 ptk obrażeń z jednego strzału, około 5 przerzutów) i udało mi się wturlać kostkę na kant tuż obok gwiazdy ;)


Gdy podszedł do nas Borsuk moje rzuty uległy diametralnej zmianie i znowu zacząłem zadawać minimalne obrażenia przeciwnikowi. Gdy tylko odszedł od stołu BUM kolejne trafienie za naście obrażeń i główny okręt nieprzyjaciela wyparował w chmurze pyłu. Ostatni pozostały przy życiu próbował się ukryć za planetą (Widać Admirał miał lepszą strategię niż moje cała na przód).


Nie uchroniła go ona jednak przed śmiercią, a był to iście kosmiczny strzał przy którym po raz kolejny zawirowania grawitacyjne podziałały na jedną z moich kości.


Trzeci mecz z Towarzyszem.
Na początku ogromne zdziwienie, mecz finałowy mieliśmy rozegrać przy pomocy lotniskowców (jednego lekkiego i jednego ciężkiego)! W życiu nie dowodziłem żadnym lotniskowcem, ba ledwo ogarniałem jakąkolwiek broń inną niż baterie laserowe!
Na początku Borsuk starał się nam przedstawić piękną wizję różnorodnych myśliwców ale zgodnie z Towarzyszem stwierdziliśmy że zostaniemy jednak przy zwykłych uniwersalnych maszynach..

Początek rozgrywki nie był zbyt interesujący cała na przód i wypuszczenie myśliwców.
Runda druga to już walki myśliwców pod koniec których okazuje się że z 4 grup myśliwców ostały mi się dwie w połowie swojej oryginalnej liczebności związane walką z taką samą lub większą liczbą wrogich maszyn! Szczęście jednak nadal mnie nie opuszczało (pewnie dlatego że Borsuk był daleko przy innym stole :P) i ponownie jednym strzałem udało mi się odparować połowę ciężkiego okrętu nieprzyjaciela.


Systemami obrony bezpośredniej udało mi się zezłomować resztki myśliwców nieprzyjaciela a moim maszynom udało się wyrwać z opresji i zmieść wrogie maszyny z powierzchni kosmosu(kosmos ma w ogóle jakąś powierzchnię?).

Tura czwarta zastała nas na dwóch przeciwnych stronach planszy (za duży rozpęd na początku rozgrywki). Moim pozostałym przy życiu myśliwcom udało się dobić uszkodzony ciężki lotniskowiec bez ponoszenia większych strat. Jego "lekka" jednostka zdołała zniszczyć jedną grupę moich myśliwców po czym zakończyliśmy rozgrywkę uznając mnie jako zwycięzcę!



Takim dziwnym sposobem stałem się złotym mistrzem uber wymiataczem najlepszym w Polsce dowódcą Full Thrust'a (żart oczywiście ;)!! Jak tego dokonałem? To proste, nie miałem zielonego pojęcia co robię, po prostu kierowałem się złotą zasadą "a co mi tam, najwyżej przegram".

Po zwyciężeniu w turnieju nadszedł czas na realizację mojego punktu programu czyli 

Bitwa o Gismar - NetEpic Armageddon:
Początkowe zainteresowanie punktem było bardzo duże. Przewinęło się bardzo dużo osób które uciekły równie szybko jak się pojawiły. Zostałem również "nawiedzony"(?) przez Pana o pseudonimie Eldar a o czym rozmawialiśmy to już temat na innego posta ...

Wracając do rozgrywki, po początkowym zainteresowaniu trwałych graczy zostało się dwóch, po stronie wybrańców imperatora (SM) staną nie kto inny jak Brathac, po stronie orczej hordy Forumowicz polskiego-wargamingu QB .Pięć minut krótkiego wprowadzenia i obaj gracze byli gotowi do akcji!

Szczegółowego opisu starcia niestety nie będzie, zbyt dużo czasu zajmowało mi zapewnienie płynności gry i wspomaganie graczy abym był w stanie cokolwiek zapisać, a z moją pamięcią jak jest każdy wie.

Poniżej kilka zdjęć które udało mi się strzelić podczas rozgrywki.

Pole bitwy z lotu ptaka

Słudzy Imperatora

Tacticale zajmują pierwszy Objective

Połowa orkowych sił pancernych

Druga połowa orkowych sił pancernych na z góry upatrzonych pozycjach

Devastatorzy ostrzelani z lewej flanki

Efekty ostrzału. Dwa oddziały padają martwe

Horda assaultuje i miażdży Devastatorów

Land ridery ostrzelane przez orków, straty 1 Hunter

Przechwycenie orczego nalotu

Imperialni desperacko próbują podpalić Garganta.
Rozgrywkę zakończyliśmy remisem po 3 rundzie(powinienem był podliczyć punkty jednak złe samopoczucie - wywołane jak się później okazało wysoką gorączką sprawiło, że odpuściłem. 

Wnioski z rozgrywki: 
  1. Zasady są proste da się je wytłumaczyć i zrozumieć w 10 minut.
  2. Bardzo przydało się siedzenie do 2 w nocy w czwartek aby przetłumaczyć zasady i rozkazy dla lotnictwa!
  3. System się podoba ale ludzi odstrasza mała dostępność modeli, trzeba by zająć się wyszukiwaniem i promocją sklepów.


Na zakończenie dnia przypadł turniej Battletecha. Turniej który zapamiętam na długo!
W pierwszym meczu udało mi się zdetronizować dwukrotnego mistrza Ryokena !!
Walka była naprawdę zacięta (maszyny stały na sąsiadujących hexah i grzały do siebie ze wszystkiego co fabryka dała) i zakończyła się moim minimalnym zwycięstwem. 

Drugi mecz był równie krwawy. Pierwsze trafienie okazało się krytycznym uszkodzeniem żyroskopu mojej maszyny, przez co groźba wywrócenia się tkwiła mi cały czas przed oczami. Ostatnia runda drugiego pojedynku również odbyła się na sąsiednich hexach, zostało mi dosłownie 5 ptk struktury wewnętrznej na centralnym korpusie! Szczęście było jednak tego dnia po mojej stronie, przeciwnikowi nie udało się trafić tej lokacji ani razu natomiast mnie udało się odstrzelić mu bok i uszkodzić silnik tak mocno, że jego maszyna padła do moich stóp.

Runda finałowa była rozgrywką trzy osobową. W szranki stanęli Az, Borsuk, Amraath. Moja początkowa strategia była prosta, usadowić się w rogu za górką i ostrzeliwać przeciwników z dwóch ER PPC podczas gdy oni walczą ze sobą na dużo bliższym dystansie. Plany jednak trzeba było szybko zrewidować  ponieważ maszyna Amraatha (w przeciwieństwie do naszych) miała bardzo duże możliwości skokowe dzięki czemu mogła swobodnie poruszać się po bardzo górzystym terenie wykorzystując maksymalnie swoje zabójcze uzbrojenie. Jeśli nie wyszedł bym ze swojego ciepłego dołka Amraath najpierw rozstrzelał by Borsuka a później zabrał się za mnie!

Jego skaczący Thunderbolt stanowił największe zagrożenie dlatego zawiązaliśmy tymczasowy pokój i skoncentrowaliśmy wspólne wysiłki celem jego eliminacji. Po kilku godzinach gonitwy ( i naszych nie najlepszych rzutów) Borsuk padł pod wpływem ognia, godzinę później ( 1:47 w nocy) pod wpływem zbyt dużych uszkodzeń padłem ja. Amraath zdobył Pyrfunty i figurkę sponsorowaną przez agenta, Ja i Borsuk otrzymaliśmy wynagrodzenie w Pyrfuntach. Cały pojedynek o mistrzostwo trwał ok 4 godzin.


Od Lewej Borsuk, Az,Amraath

Piątek to stanie w kolejce do pyrsklepu i wymiana ciężko zarobionych Pyrfuntów na gry planszowe o których jeszcze napiszę, oraz mój drugi punkt programowy. 

Wojna o Nowy Liban przemieniła się w historyczną rekonstrukcję zajęcia Krymu przez nieoznakowane Rosyjskie wojska.

Biała droga wśród skalistych występów była dobrze znana przemytnikom wódki. Był to bezpieczny szlak którym można było swobodnie przewozić dowolne ilości towaru bez obaw o jakiekolwiek niebezpieczeństwa. Pech chciał, że tym razem na drodze Wani- szmuglera o niejasnych Rosyjsko -Ukraińskich korzeniach - stanęły wojska dwóch frakcji walczące o dominację nad tym terenem. Rosyjską stroną dowodził znany wam dobrze z Chwatowych opowieści Skobel oraz mniej znany ale równie lubiany, dostawca Rosyjskiej broni i wojska Ryo. Po stronie ukraińskiej Stanąłem początkowo Ja oraz Machcio po godzinie rozgrywki obu nas zastąpił Amraath

Wania ze swoim szklanym konwojem.

Ukraińscy obrońcy zajęli całą południowa krawędź podczas gdy wojska Radzieckie skupiły się w w jednym punkcie północnym, chcąc wykorzystać przewagę wyszkolenia i skoncentrować siłę ognia aby przebić się przez obrońców.

Widok na pole tuż przed bitwą

Obrońcy

Obrońcy cd.

Ruscy najeźdźcy

Ukraiński grawitolot patrolowy

Dwa LKM'y strzegą skutecznie trzymają w ryzach całą ruską piechotę

Obrońcy powoli wysuwają się na przód

Wania rozpoczyna rundę drugą

Ruscy okopali się na granicy

Drużyny z LKM'ami gotowymi do strzału

Wania wiezie rundę czwartą
Rakietowy łazik przełamuje impas! Wyskakuje przed atakujące linie, strzela do Ukraińskiego Mecha i niszczy jego jedyną broń!

Obrońcy widoczni zza skał

Grawitolot przycupnął koło górki

Uszkodzony mech, z lekko ogłuszoną załogą zaszarżował pojazd z wyrzutnią RPG


  

Wciągnięcie pojazdu w walkę wręcz skutecznie zablokowało mu możliwość wystrzału, jednak zbyt mała siła mecha nie pozwoliła mu przebić się przez pancerz łazika.


Najdynamiczniejszy moment rozgrywki (żartuję oczywiście ;). Wania w swoim szklanym karawanie wpada na stacjonujące na drodze Rosyjskie wojska zabijając jednego żołnierza!


Łazik odrywa się od Mecha i odpala swoje RPG. Pilot Mecha zasłania się resztką ręki z CKM. Uderzenie nie jest śmiertelne ale Mechawojownik jest ogłuszony.


W tym momencie Amarath stwierdził, że musi już lecieć i rozgrywkę z wynikiem 2-2 zakończyliśmy remisem. Muszę szczerze przyznać, że bardzo przyjemnie się tą rozgrywkę prowadziło. Gdyby nie fakt, że w połowie gry połowa graczy mi uciekła pewnie było by jeszcze przyjemniej ;).

Wyjazd pełen wrażeń i trofeów, nie mogę się doczekać co będzie się działo w przyszłym roku :)
A co wy chcieli byście zobaczyć?
Jako mały spoiler mogę zdradzić, że wraz z Ryo poczyniliśmy wstępne plany przygotowania GruntZ'a.


7 mar 2014

Power generator

Szybki pomysł na duży i tani kawałek terenu.
Quick idea for a big and cheap terrain peace

Potrzebujemy:
Plastikowych koszyczków
Plasticard
Farb i kleju

We will need:
Plastic basket,
Plasticard,
Paint and glue

Przepis jest ekstremalnie prosty,
Koszyczki podkładujemy na czarno, przecieramy gdzieniegdzie srebrną farbą dla złamania koloru. Plasticard tniemy w kawałki wystarczająco duże aby zasłonić dziury w koszyczkach i malujemy. W moim wypadku na zielono ale żółty, czerwony czy niebieski sprawdzą się równie dobrze. Ważne tylko aby były to jasne kolory bo ciemne mogą zginąć w czerni.

The how to is extremely easy. 
Base coat the baskets black, dry brush them with steel color here and there to brake the black. Cut the plasticard into tiny peaces big enough to cover the basket holes. Paint them in a bright color ( green in my case) and glue inside of the basket.





2 mar 2014

Chwaty #4 - Berezina 44 #1

Po wielu próbach udało nam się w końcu zebrać i rozegrać starcie w chwaty. Starcie będące zarazem wstępem do kampanii 'Berezina 44'. Tłem historycznym jest wycofywanie się sił nazistowskich przez tytułową rzekę Berezinę.

Pierwsza misja należała do strony Sowieckiej. Zadaniem czerwonych było zdobycie więźnia którego będzie można przesłuchać by zdobyć informacje na temat planowego kierunku ucieczki. 

Miejscem akcji był mały wiejski dworzec kolejowy w którym schroniły się czarne wojska.( 11 piechociarzy Stug III i Panzer I). 

Czerwonym udało się otoczyć przeciwników w centrum wioski - zmusiło to siły nazistowskie do wystawienia swoich wojsk jako pierwsze na obszarze ograniczonym murkami w centrum wioski, dając tym samym czerwonym możliwość wystawienia się wszędzie tam gdzie "nie będzie ich widać".
Taki manewr zmusił czarnych do rozproszenia sił celem pokrycia jak największego terenu (koniec końców czerwoni i tak podkradli się do mnie bokami.



Czarni:

Czerwoni:





Czarni zajmują pozycje, rozproszenie sił miało zapewnić bezpieczeństwo jednak teraz nie jestem do końca pewien czy był to najlepszy pomysł.





Pierwszy oddział czerwonych wkroczył na pole walki od południowej krawędzi chroniąc się za gęstym lasem.


w który natychmiast wkroczyli.


Na wschód od nich usadowił się artyleryjski spotter, który korzystając z osłony oferowanej przez pobliski pagórek rozpoczął (nieskuteczne)  namierzanie mojego Panzer I.


Na południowym zachodzie, w samym rogu pola bitwy pojawił się ostatni czerwony oddział, dowodzony przez Radziecką gwiazdę.


I natychmiast rusza wzdłuż ściany budynków. Jako pierwszego napotykają moją gwiazdę, ten po szybkiej ocenie sytuacji postanowił czmychnąć za Stuga, czerwoni kontynuują swoją podróż i napotykają kaprala Bredova, człowieka z żelaza. Banda czerwonych wyskakuje zza rogu i z 4 pepeszy ostrzeliwuje Bredova. Jak to czerwoni ich strzały walą w niebo niczym fajerwerki. Kapral unosi swoje wierne mp40  i powoli naciska spust. Nazistowskie kule lecą celnie i powalają na ziemię pierwszego czerwonego.



Ostrzelani odpowiadają ogniem. Tym razem kilka kul dziurawi płaszcz Bredova nie robiąc mu żadnej szkody. Brak fizycznej rany nie oznaczał jednak, że wszystko było w porządku. Zmęczony beznadziejnością sytuacji (oraz niewesołym listem od żony Helgi informującym o nie urodzaju na polach kukurydzy) człowiek z żelaza również czmycha za Stuga.

Monstrualny silnik stuga ryczy a maszyna wyrywa się do przodu! Kierowca spokojnie wykonuje lekki zwrot w lewo i kieruje stalową bestię prosto na mały ceglany murek który ma przed sobą. Następuje huk uderzenia .... i stug zawisa bezwładnie na resztkach cegieł. Cały mój niecny plan spala na panewce a pechowy czołg staje się powodem mojej porażki.


Czerwoni zajmują niepilnowane ruiny i oddają kilka niecelnych strzałów do Bredova.


W tym samym czasie medyk zajmuje się jednym z moich rannych. 


Kuracja jest skuteczna ale sukces okupiony jest wielką stratą. gdy tylko obaj żołnierze podniosą się do pionu sanitariusz zgarnia serię z pepeszy i pada martwy w kałuży własnej krwi.


Rozpoczyna się dramatyczna ucieczka. Rozkaz dociera do wszystkich moich podkomendnych a ci wykonują go najlepiej jak umieją. Niestety czerwony ogień jest celny i powala jeszcze dwóch moich żołdaków zwiększając stosunek wyłączonych z walki do poziomu 4:1 


Koniec końców załoga porzuca Stuga i ratuje się ucieczką.


Gdyby nie wykorzystanie przez Borsuka kości 'operacyjnych' pewnie udało by mi się przeprowadzić mój plan ucieczki. Ale jak to na wojnie bywa nawet najlepsze plany nie są w stanie przetrwać konfrontacji z rzeczywistością. Powoli zaczynam mieć wrażenie, że nie uda mi się odnieść zwycięstwa w Chwatach :P, mogę miec tylko nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie gdy w końcu pomaluje swoje figurki.