14 gru 2013

All Things Zombie #7

Słońce chyliło się ku zachodowi i wszyscy mieszkańcy Pyrpci małych powoli kładli się do swoich łóżek zmęczeni trudami dnia aby wreszcie zaznać trochę spokoju. Nic nie zapowiadało tragedii która miała wkrótce nastąpić ... 


... no może ostatni atak mieszkańców Pyrpci małych na osadę Kunwał i porwanie jednej mieszkanki przez ludzi zwanej "Cycatą" mógł być jakąś niewielką zapowiedzią ale kto by na to zważał ;).


Kunwały  nie mogły puścić płazem tego aktu agresji (który był również swego rodzaju dowodem wyższości Pyrpci nad Kunwałami) i wysłała dwie drużyny ratownicze.
Pierwsza (Borsuk) z nich w składzie: 
Ruda: Rep 2, Pistolet
Dziadek: Rep 4 Pistolet automatyczny
Dżony R. zwany Dżordżem Gwiazda Rep 4 SMG



Druga (Az) w składzie (od lewej):

Rurek: Rep 3 BA Pistol
Krzysztof: Rep 4 SMG
Mietek: Rep 4 BA Pistol


Ratownicy podeszli do miasteczka od zachodu wykorzystując zachodnie wiatry zawiewające zapachy szamba i stęchlizny z niedalekich bagien. 


Drużyna Dżordża wkroczyła po cichu pod pierwszy budynek i na tym można by rzec skończyła się zabawa w skradanie. Dżordż wskoczył do budynku przez południowe okno siejąc pociskami po całym pomieszczeniu, zaraz za nim do środka wdarli się Ruda i Dziadek. Sprawna akcja zakończyła się zabiciem trzech wrogich delikwentów. Po szybkim przeszukaniu ratownicy nie mogli uwierzyć w swoje szczęście, cycata leżała związana właśnie w tym budynku! Teraz wystarczyło tylko ewakuować się z tej zapyziałej dziury i wracać do domu.


Niestety cała kanonada wywołana przez pierwszą drużynę postawiła na nogi wszystkich mieszkańców Pyrpci!


Jak również pierwsze grupy zedów.



Druga drużyna miała szansę zareagować szybciej niż wyrwani z słodkiego snu pyrpciarze, gdy pierwszy z nich wybiegał z domu szybko dopinając spodnie i naprędce zakładając niedopasowane gumofilce Krzysiu złożył się do strzału ( o mało przy tym kompletnie się nie składając ;)) i puścił serię posyłając swojego przeciwnika do krainy wiecznych upraw.

Na drugim końcu miasta wiewiórka przeskakuje z szopy na plandekę starej ciężarówki   uruchamiając tym samym alarm starego złomu. Rozlega się ogromny hałas który natychmiast wabi w swoim kierunku zastępy nieumarłych(gdyby alarm odpalił się na jakimś bliższym samochodzie na pewno miało by to większy wpływ na rozgrywkę).


Do okna budynku podbiega pierwszy pyrpciarz, wychyla się zza okna i puszcza kilka strzałów do środka.


Więcej strzałów oznacza więcej zedów które otaczają budynek. Droga powrotna staje się coraz trudniejsza!


Druga drużyna biegnie na pomoc pierwszej. zajmują pozycję na skraju sąsiedniego budynku i otwierają ogień w stronę zedów. Nie udaje im się powalić żadnego truposza ale ściągają na siebie ich uwagę czyli w pewnym sensie osiągają sukces...


Siły nieprzyjaciela zmierzają w stronę wystrzałów.




Posterunkowy Cholewa z dawnego oddziału Pyrpcijskiej straży wiejskiej jest w swoim żywiole. Strzały świszczące kule i tabuny przeciwników to jest to o czym zawsze marzył gdy zapisywał się do straży wiejskiej.  Dla niego apokalipsa była spełnieniem marzeń a atak wrogiej wsi wisienką na torcie ... ale wracając do rozgrywki. Cholewa zakrada się bezszelestnie (w jego mniemaniu)za korodujące wraki aut wychyla głowę w swojej służbowej czapce składa broń do strzału, delikatnie naciska spust i delektuje się widokiem fontanny krwi wylatującej z głowy rudej!


Kolejny pyrpciarz wbiega do więzienia głównym wejściem i widząc plecy cycatej strzela bez większego namysłu eliminując cel naszej wyprawy. 


Drużyna ratunkowa zostaje szybko otoczona przez truposzy i sama potrzebuje ratunku! pierwszy pod naporem martwych ciał pada Krzysztof a zaraz po nim Mietek!


W przeciągu kilku sekund rurek zostaje otoczony przez grupy zombie które rozszarpują jego kolegów. Tragedia tej sytuacji sprzyja mu ponieważ zajęte jedzeniem sztywniaki nie zwracają na niego uwagi umożliwiając mu bezpieczną ucieczkę.


Nieprzyjaciel również nie ma łatwego życia. Kanonada którą oddawał w naszą stronę zwabiła  chmary zombiaków które teraz zaczynają panoszyć się po całym mieście!










Jeden z strzałów powala Dziadka. Dżony szybko doskakuje do niego i sprawdza puls. Starzec żyje ale jest nieprzytomny. Nasza gwiazda przerzuca go sobie przez ramię i wybiega z salonu do którego przez okna zaczynają się wsypywać zombie. Truposze mają jednak lepszy cel, cycata nie zginęła od strzału w plecy i leży nieprzytomna na środku pomieszczenia wabiąc sztywniaków niczym darmowa zupa bezdomnych.
Dżony przebiega korytarz i wbiega do kuchni. Gdy w oknie ukazuje mu się twarz rurka zapala się w nim iskierka nadziei, lecz gdy w tuż obok twarzy pojawia się odbicie drugiej wraz z wycelowanym w niego pistoletem iskierka gaśnie. Wykonując zamaszysty obrót zrzuca dziada z pleców i strzela. Jego kula trafia w futrynę a przeciwnik trafia go w brzuch i posyła nieprzytomnego na deski!
Rurek widząc padającego Dżonego  strzela do napastnika niestety również chybia. Jego przeciwnik wykonuje kolejny strzał, trafia rurka w głowę i powala nieprzytomnego na ziemię niwecząc jego plany stworzenia zimowego ogrodu ...



To co zapowiadało się na prostą rozgrywkę szybko przerodziło się w tragedię. Ale co to była za tragedia! Pełna zwrotów akcji i niespodziewanych porażek! Bawiłem się świetnie i mam nadzieję, że szybko rozegramy kolejną :)













4 komentarze:

  1. Dżony, nie Dżordż ;) Fajny opis, miałeś widzę większy pogląd na całe pole bitwy, a nie koncentrowałeś się na swoim teamie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Thx ;).
      No to teraz czekam na twój raport bo dawno zombiaków u ciebie nie widziałem ;).

      Usuń
  3. To fakt, przyznam że nie mam za bardzo czasu. Choć wpadłem na ciekawy pomysł realizacji AAR'a z ATZ więc mam nadzieję za niedługo go zrealizować.

    OdpowiedzUsuń