27 wrz 2014

Pierwszy zlot Battletecha w Łódzi cz:3 - Alpha Strike

Ostatnią atrakcją zlotu  (w której brałem udział) była ogromna bitwa w systemie Alpha Strike. Nasz Łódźki Agent zadał sobie trud przebicia się przez spisy mechów znajdujących się w kolekcjach graczy i na ich podstawie stworzył dwie ogromne armie - po 48 jednostek na stronę (jedna z wystawionych jednostek pochodziła z mojej kolekcji :)).

Scenariusz trwał około ośmiu godzin i nie będę nawet udawał, że pamiętam jego dokładny przebieg. Ale mniej więcej wyglądało to tak:


Scenariusz:

Celem walk było przejęcie (lub utrzymanie) kontroli nad kompleksem kopalnianym umieszczonym w centrum pola bitwy. Cel można było wykonać poprzez kontrolowanie wszystkich 3 znaczników przez 5 tur pod rząd (cel ten był nie do wykonania więc de facto chodziło o wesoły wygrzew :). Podział sił na atakujących i obrońców został dokonany rzutem kością - Strona Daviońska (czyli ta którą dowodziłem) otrzymała zaszczyt bycia obrońcą. Kurici dowodzeni przez Ryokena zostali stroną atakującą.




Pomimo równej ilości figurek przypadających na każdą stronę ilość jednostek na planszy daleka była od równej. W pierwszej turze Obrońca musiał wystawić jedną kompanię (3 lance) jako straż kopalni, Atakujący mógł wystawić do dwóch kompanii - co też uczynił.




Dalsze kompanie mogły wkroczyć na pole bitwy:
  • co turę max 1 kompania zaczynająca od przyjaznej krawędzi stołu
  • dowolna ilość kompanii w 6stej turze jako zrzut orbitalny
  • dowolna ilość kompanii z dowolnego miejsca na bocznych krawędziach stołu - kompanie wkraczały na stół z wyznaczonego miejsca po ilości tur potrzebnej najwolniejszej jednostce w kompanii na faktyczne dojście do celu ( tak jakby wszystkie jednostki szły obok stołu)


Jako obrońcę kopalni wyznaczyłem ManganMana, dysponował on jedną ciężką lancą jedną mieszaną i lancą helikopterów bojowych. Każdej z lanc wyznaczyłem zadanie utrzymania jak największej ilości obiektów kopalnianych przez jak najdłuższy czas. Miała to być ostra obrona ale nie za wszelką cenę. Ze względu na dwukrotną przewagę ponosiliśmy duże straty nie będąc w stanie odpłacić tym samym.



Druga tura rozpoczęła się od wprowadzenia kolejnej  kompanii kuritańskich maszyn. Nie było w nich już maszyn szturmowych (albo było ich niewiele) ale wystarczyło aby zwiększyć przewagę wśród obrońców kopalni do 4:1. Trzeba było dużo manewrowania aby uniknąc wszystkich potencjalnie miażdżących ciosów. 


Z przeciwnej krawędzi stołu na pole bitwy wkroczyła moja kompania dowodzenia. Mimo bardzo dużej odległości do przeciwników rozpocząłem ostrzał; bardziej ku pokrzepieniu serc obrońców aniżeli celem wyrządzenia jakiś faktycznych szkód.


Tura trzecia to wejście ostatniej kompanii kuritów dowodzonych przez mvb. sytuacja zaczynała wyglądać naprawdę źle, na terenie kopalni pozostały już tylko pojedyncze maszyny obrońców ( i dość duża liczba helikopterów). 

Do the Dragon Shake!
Przeciwnik parł do przodu niczym taran dewastując wszelkie napotkane punkty oporu. Kompania dowodzenia Okopała się w lasach jakieś 15 cali od przyjaznej krawędzi stołu i kontynuowała ostrzał.


Ostatni obrońca w czarnym Victorze ( widać, że moje malowanie przedłuża żywotność maszyn na planszy!) pomimo ostrzelania przez siedem wrogich jednostek nadal utrzymuje pozycję! Co prawda jest to resztka dawnego mecha szturmowego trzymająca się dosłownie na ostatnich nitach (1 punkt struktury wewnętrznej) ale jego działa są w pełni sprawne i funckjonalne, gotowe by siać śmierć wśród przeciwników!


Tura czwarta to pierwszy z przewidzianych przeze mnie niespodziewanych zwrotów akcji! Na prawej flance nieprzyjaciela pojawia się nasza kompania zwiadu - dowodzona przez ssm'a! Złożona jest z lekkich maszyn i poduszkowców. Nie dysponowała może ogromną siłą ognia ale była wystarczającym powodem aby cofnąć część sił z powrotem. 


Tura piąta to utrzymywanie pozycji obronnych i wzajemny ostrzał. Siły nieprzyjaciela zaczynają stopniowo topnieć, niestety nasze również i to trochę szybciej niż bym sobie tego życzył.


Udaje się nam kompletnie zmasakrować najcięższą kuritańską kompanię, mechy które zgarniały obrażenia przez kilka ostatnich tur wreszcie padają w ilościach hurtowych! Ba Skoncentrowany ogień pozwala nam na zniszczenie kompletnie nie uszkodzonego wcześniej atlasa!


Mój mech pada ale dowódca nie traci nadziei, Wyskakuje ze zniszczonej maszyny i używa wbudowanego w skafander komunikatora by dalej koordynować działania obrońców.




Tura szósta to wybawienie! Zrzut orbitalny naszej najcięższej kompanii na tyłach sił nieprzyjaciela kompletnie hamuje ich natarcie! 
Amraath i Jantas zrzucają swoje maszyny bez strat i z minimalnymi uszkodzeniami! Niestety nasze wojska nie mogą otworzyć ognia tuż po zrzucie przez co zemsta będzie musiała poczekać jeszcze chwilę.




Tura siódma (ostatnia) to dokładne wymierzanie strzałów tak by zniszczyć jak największą ilość maszyn przeciwnika. Mimo dobrych chęci i dużych starań ta tura idzie nam bardzo słabo ( mnie w szczególności ) i na deski udaje się posłać tylko kilka z zaplanowanych maszyn.




Kilka dni później Brathac ogłasza wyniki Davioni odnoszą zwycięstwo! Różnica w punktacji jest niewielka ale przemawia na naszą korzyść!


Wnioski końcowe: 

Przygotowany plan okazał się dobry, pomimo dużych wątpliwości w pierwszych turach gry podczas których zgarnialiśmy ostre baty i traciliśmy dużo maszyn niszcząc niewiele lub nic. 

Taj jak pisałem wcześniej gra trwała około 8 godzin i była dla mnie bardzo wyczerpująca. Doborowi towarzysze broni pomogli mi dotrwać do jej końca, dziękuję wam za to!

Rozgrywka była ciekawa, cieszę się, że mogłem w niej uczestniczyć, ale nie prędko pokuszę się o jakąkolwiek powtórkę tak dużego scenariusza. Mam nadzieję, że towarzystwo w końcu przekona się, że duże bitwy lepiej rozgrywać w Epicu który do tego został stworzony ;)

Zaskakująco dobrze jak na tak dużą rozgrywkę radziły sobie wszelkiej maści pojazdy. Wszyscy chyba instynktownie stwierdzali, że nie warto "marnować strzału" na takiego małego komara gdy w pobliżu jest wielki przeciwnik którego eliminacja jest dużo ważniejsza. Czas pokazał, że stada tych małych mobilnych komarów okazały się bardzo skuteczną bronią zmiękczająco wykańczającą. 
Na szczególną uwagę zasługują helikoptery które ze swoją nadzwyczajną mobilnością i bonusem obronnym skutecznie uniemożliwiały przejęcie kontroli nad wszystkimi kompleksami kopalni.


Cały album z wykonanymi przeze mnie zdjęciami możecie znaleźć w TYM linku



6 komentarzy:

  1. Komary to ja - SeeM. :) I niektóre z nich mogłyby 1:1 położyć Zeusa.

    OdpowiedzUsuń
  2. 1) To nie była ostatnia atrakcja zlotu!
    (Ostatnia, w której wziąłeś udział może owszem, ale zlot trwał do niedzieli).
    2) Nie trzeba przekonywać całego towarzystwa, że do wielkich bitew Epic ma odpowiedniejszą mechanikę.
    Pasuje tylko przekonać "N.Ł.A.", że każdy system ma swoje granice wynikające z mechaniki i po przekroczeniu pewnej liczebności sił z "epickiego" staje się "stoicki" (od "zastoju").

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę za dużo kompanii dałeś Kuritom
    Kuritom. W pierwszej turze weszły 2, w drugiej 3, a w trzeciej 4.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za liczny odzew :), poprawki naniesione, skoro towarzystwo jest chętne następnym razem będę bardziej naciskał na Epica ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Epic? Ktoś w to jeszcze gra? ;P

      Usuń
    2. Coś mi się o uszy obiło ;)

      Usuń